Prequele są złe, bo jest Jar Jar…
Argument inwalida, niczym Darth Vader na
Charizardzie z Excaliburem. Zapomina się, że bez jego „głupoty”: Imperium nigdy
by nie powstało; Kanclerz nie miałby Armii Klonów. Przyznaję się bez bicia,
lecz Oryginalna Trylogia mnie nie śmieszyła. NIGDY! Całe młode życie oglądałem
ją, jako dobry film akcji ze świetnymi wybuchami i dawnym sznytem artystycznym…
a zarazem wyśmienitą historią z dziesiątkami zwrotów akcji i różnych przypadków.
Super! Jednak teraz jak na to spojrzeć, to GW mają luki fabularne, proste cliffhangery
i głupkowate postacie. Przykład? Szturmowcy, co w nic nie trafiają, zbroje mają
z papieru, a inteligencję mniejszą niż chrabąszcz – chociaż porównywanie ich ze
zwierzęciem jest niezbyt poprawne, bo są one o wiele bardziej przydatne od tych
miliardowych worków z mięsem. Sama przygoda niczym prowadzona po sznurku gra,
która nie ma chęci zbaczania z obranej trasy. Zakończenie prowadzące do prawie
otwarcia kolejnego odcinka… Prawie jak dzisiejszy serial!
Może wróćmy do głównego wątku całego wywodu.
Łotrzyk Jeden to film dla… fana^2 albo ^3. Spytacie się inteligentnie dlaczego?
Odpowiedź jest zgoła prosta: Nic nie jest wyjaśnione. Dostaliśmy kolejny film, do
którego, aby zrozumieć potrzeba: dziesiątków książek, komiksów, zabawek,
obrazków, seriali itd. Czyli marketingu. Proste i przyjemnego marketingu.
Money! Money! Money! Geld! Geld! Geld!
Zielone! Zielone! Zielone!
Powiedzcie tylko, że nie… a popełnicie grzech
z 8-ego przykazania. Nowe postacie, które są na 1 film, a nie na więcej, dziwne
stwory, pewnie też na 1 film i kilka komiksów, aby sprzedać jak najwięcej w jak
najkrótszym czasie, nowe TIE, których nigdy więcej nie będzie. PRAWDA! BOLI!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz